„TAŃCZĘ, PIJĘ I DOBRZE SIĘ BAWIĘ, A W DODATKU MI ZA TO PŁACĄ” – ROZMOWA Z KRAKOWSKĄ FORDANSERKĄ

fordanserka

Barry Lenard

Piątkowa noc, zapach taniej wody toaletowej mającej imitować jakąkolwiek namiastkę luksusu, kilka osób kończących rozwodnionego drinka, którego otrzymali przy wejściu i ona. Nigdy z nią nie rozmawiałem, lecz mam wrażenie jakbym znał ją całkiem dobrze. W końcu mamy wiele wspólnego. Miejsce, które właśnie dzielimy, alkohol, który najwyraźniej również nas łączy, kilka niezamierzenie wspólnych zdjęć, na których ktoś nazajutrz nas oznaczy, no i facet, z którego śmiać będziemy się już za moment, gdy po kilku głębszych zdecyduje się do niej podejść na parkiecie nie mając przy tym bladego pojęcia, że pracuje tu jako fordanserka i utrzymywanie go w stanie ciągłego zaciekawienia to generalnie jej praca.

Muszę zacząć od stwierdzenia, że jakoś nienaturalnie jest widzieć cię za dnia. Zdziwiłaś się gdy powiedziałem, że domyślam się czym się zajmujesz i chciałbym, abyś udzieliła mi wywiadu?

Trochę tak. To było takie… niecodzienne. Chociaż w pierwszej chwili pomyślałam, że mnie z kimś pomyliłeś, albo…

Albo, że się z ciebie nabijam?

Raczej, że mnie podrywasz, ale to w sumie też.

Odpada. Przez zbyt wiele wieczorów widziałem kątem oka jak robili to inni, odbijając się przy tym od ciebie jak od ściany. Dojście do wniosku, że albo jesteś dziwna, albo pracujesz tu jako dziewczyna rozkręcająca imprezy nie było więc raczej trudne, chociaż jakby na to nie spojrzeć jedno drugiego nie wyklucza. Przyjmijmy jednak, że trafiłem tylko z opcją numer dwa.

Przyjmijmy. (śmiech)

Przejdźmy do rzeczy. Gdybyś miała w dwóch zdaniach odpowiedzieć na pytanie: Klub płaci mi, abym bawiła się u nich wieczorami, ponieważ..?

Ponieważ jestem ładna! (śmiech) Nie, a tak na poważnie dlatego, abyś wchodząc do środka miał wrażenie, że coś już się tam dzieje. Jest kilka ładnych dziewczyn bawiących się w najlepsze pomimo młodej godziny, męskiej konkurencji niewiele, na stole leży flaszka wódki, a one z oddali rzucą nawet na ciebie okiem. Zostałbyś?

Zostałbym. Zwłaszcza, gdybym nie wiedział, że taki model „promocji” w danym klubie jest stosowany. Zresztą nawet zdając sobie z tego sprawę i tak wolałbym wybrać takie miejsce, niż pustą salę, która jak pewnie stwierdził właściciel „zapełni się jakoś sama”. Potrafię docenić to gdy ktoś się stara, chociaż w przypadku twojej profesji to trochę życie w świecie iluzji. Nie czujesz się źle z tym, że generalnie naciągasz ludzi sprzedając im wizję spędzenia niezapomnianego wieczoru, która najprawdopodobniej się nie spełni?

A kto tak powiedział? To nie jest tak, że mam zakaz rozmawiania z gośćmi, czy coś w tym rodzaju. Jeśli ktoś jest fajny to nie ma problemu, aby spędzał tutaj czas razem ze mną i innymi dziewczynami. Nie mamy czegoś na wzór zasad postępowania. To wam wolno, a tego nie. Mamy się po prostu dobrze bawić robiąc przy tym sztuczny tłum, do którego dołączą inni. Tyle.

Ale jednak jesteś w pracy. Gdybym inwestował w to pieniądze to nie byłbym specjalnie zadowolony, gdybyś poświęciła w pełni uwagę pierwsze lepszej grupie, która wejdzie do klubu, a o reszcie zapomniała. W końcu to działanie na zasadzie marchewki i kija. Nie zanęcisz to i daleko nie pojedziesz.

Nie no, wiadomo. Jakby to nie zabrzmiało staram się być w tym profesjonalna i wiem po co się mi płaci, więc w godzinach, w których robię to co robię nie poświęcę ci całej uwagi, tak żeby jeszcze ktoś inny pomyślał, że przyszliśmy tu razem czy coś w tym stylu. Mówię po prostu, że mam w tym dużą swobodę. Nic więcej. A poza tym nie jestem tam w końcu sama. Zazwyczaj jest nas około pięciu.

Myślisz, że jesteś w tym dobra? Lubię przyglądać się ludziom, więc zrobiłem to i z twoją osobą, ale wnioski pozostawię dla siebie. Bardziej interesuje mnie to jak ty sama oceniasz swoją pracę.

A co to znaczy dobra? Myślę, że sobie radzę. Nie wiem, ale dopóki dostaję pieniądze za kolejne wieczory to najwyraźniej klubowi moja obecność w nim się opłaca. I nie będę ukrywać, że wcale mi to nie przeszkadza. To łatwa kasa. Nie trzeba robić nic poza byciem atrakcyjną studentką, która lubi się pobawić. Nie trzeba nawet jakoś specjalnie kokietować.

Wystarczy być?

Dokładnie.

Szczerze? Gdybym był atrakcyjną studentką nie wyobrażałbym sobie zarabiania pieniędzy w jakikolwiek inny sposób, bo i po co? A skoro już przy tym jesteśmy. Twoja obecność wyceniana jest na? Ile można na tym zarobić?

Ja dostaję sto złotych za wieczór, a konkretniej za trzy-cztery godziny, a więc zazwyczaj od otwarcia do północy lub pierwszej. W skrócie do momentu, aż już coś dzieje się w środku bez względu na to czy tam będę czy nie. Zresztą wtedy i tak zostaję dłużej, bo skoro impreza jest w porządku to bez sensu byłoby iść gdzie indziej.

Plus open bar?

Plus open bar.

Hmm, naprawdę gdybym był atrakcyjną studentką… dobra o tym już wspominałem. Pytanie. Nie myślałaś, aby wyciągnąć z tego zajęcia więcej? Obowiązuje mnie klauzula poufności, więc nie mogę za wiele powiedzieć, ale załóżmy hipotetycznie, że na co dzień mam wiele wspólnego z krakowskimi lokalami ze striptizem i tam generalnie model zachęcania klientów do zostawania w środku, a co za tym idzie wydawania pieniędzy jest bardzo podobny. Różnica jest jedynie taka, że musiałabyś chodzić w gorsecie, no i nie mogłabyś spożywać alkoholu. Tu i teraz proponuję ci praktycznie bliźniaczą pracę za dużo lepsze pieniądze. Wchodzisz?

Nie sądzę.

Bo?

Bo nie jestem dziewczyną do towarzystwa.

Wiesz o co mi chodzi. Nie wyobrażam sobie machać przed kimś tyłkiem, tańczyć półnaga, czy chodzić w jakimś gorsecie, bo ktoś mi tak kazał. Po prostu nie. Bez względu na to ile miałabym zarabiać.

Gdybyś też ten gorset zdejmowała to z pewnością zarabiałabyś więcej, niż mogłabyś się spodziewać, ale rozumiem. Jak w ogóle znalazłaś tę pracę? Te wszystkie ogłoszenia, w których szukają hostess to dobry trop.

Możliwe, ale w moim przypadku był to zwykły zbieg okoliczności. Któregoś wieczora rozmawiałam tutaj z facetem, który okazał się właścicielem tego miejsca i tak od słowa do słowa zostałam na dłużej. Zresztą moje koleżanki też są raczej z polecenia, więc nie sądzę, aby ktoś bawił się w oferty pracy typu: „Szukamy dziewczyn, które lubią się dobrze bawić”. To by było jakieś dziwne.

Rzeczywistość w tej kwestii mogłaby cię zaskoczyć, ale nieważnie. Nurtuje mnie inna kwestia. Nie obraź się, ale gdy na was patrzę to wszystkie jesteście jakieś… takie same. Nie jest to żaden zarzut, bo jesteście naprawdę atrakcyjne, ale jak przyjdę tu przed tą 22:00 i na parkiecie jesteście tylko wy to wygląda to tak perfekcyjnie, że aż nienaturalnie. 170 cm+, długie włosy, świetne ciało i szpilki – strzelam – 15 cm?

Dobrze strzelasz. (śmiech)

No właśnie. Wchodząc tutaj z ulicy i widząc jedynie samotne dziewczyny wyglądające jak boginie od razu coś by mi śmierdziało. Faceci naprawdę są, aż tak naiwni, aby dać się wciągnąć w tę grę?

Większość na pewno nie zdaje sobie sprawy, że jesteśmy tutaj nieprzypadkowo, a wtedy nie kalkulują. Wchodzą, podoba im się to co zastali na miejscu, liczą po cichu, że może będzie z tego coś więcej, bo niby dlaczego miałoby nie być? Nie moja sprawa. Ja robię swoje, a to co dzieje się w ich głowach mnie nie obchodzi.

Często zdarza się, że jest z tego coś więcej?

Nie. A mnie to już w ogóle nie dotyczy, ani nie interesuje. Mam już chłopaka.

Który wie czym się zajmujesz wieczorami?

Tak. Mniej więcej.

Tłumaczenie mu tego musiało być równie zabawne jak moment, gdy opowiadam o tym, że mam bloga o dziewczynach i kiedyś przeprowadziłem wywiad z najdroższą prostytutka w Krakowie.

A przeprowadziłeś? (śmiech)

Powinnaś sprawdzić. Spodobałby ci się.

Sprawdź też: Jak podrywają na bdsm.pl?

Kamil Macher

ODWIEDŹ MNIE NA:

FACEBOOK / INSTAGRAM / TWITTER

fordanserka

Może Ci się również spodoba

Przeczytaj poprzedni wpis:
ODWIEDZIŁEM NAJDROŻSZĄ PROSTYTUTKĘ W KRAKOWIE I ZORIENTOWAŁEM SIĘ JAK WIELE ŁĄCZY JĄ Z BLOGERAMI

Zamknij