WSZYSTKO CO MUSISZ WIEDZIEĆ, ZANIM ZAMIESZKASZ Z DZIEWCZYNĄ

zamieszkasz z dziewczyna

Darwin Bell

Nie zrozum mnie źle. Nadal uważam, że decyzja o wspólnym zamieszkaniu była trafna. Lubię te wszystkie poranki, podczas których znajduję Cię śpiącą na moim ramieniu i zastanawiam się jak to możliwe, że możesz wyglądać tak uroczo z tym rozmazanym po całej twarzy makijażem. Uśmiecham się na samą myśl o tym, że po przebudzeniu zakryjesz się szczelnie pierzyną, abym na to nie patrzył, po czym wstaniesz i dumnym krokiem przemaszerujesz naga w stronę łazienki zdając sobie sprawę, że spoglądam na Twój tyłek i utwierdzam się w przekonaniu, że jest doskonały. Lubię też wspólne obiady, słodkie nieróbstwo, kłótnie o drobiazgi oraz te wszystkie dni zapełnione abstrakcyjnymi pomysłami sprowadzającymi się zaskakująco często do wyszukiwania penisów na obrazach w galeriach sztuki. Po prostu lubię z Tobą mieszkać. Nie zmienia to jednak faktu, że jeśli jeszcze raz wbiję sobie w dupę jedną z Twoich walających się wszędzie wsuwek to przysięgam, że wstanę i wyjdę. Że niby po chleb.

Pamiętam jak knajpy śmierdziały fajkami i uryną, a więc dokładnie tym czym powinny śmierdzieć. Teraz, gdy widzę te wszystkie miejsca, w których zarówno ja, jak i całe otoczenie udajemy lepszych, niż jesteśmy w rzeczywistości, a facet siedzący przy barze wypuszcza z ust parę niczym czajnik, trzymając w nich e-papierosa, kształtem przypominającego mi za każdym razem dildo to śmiem twierdzić, iż ludzie, miejsca oraz rzeczywistość miały kiedyś więcej charakteru. Kłęby dymu, potłuczone kufle i klejąca się podłoga. To było to. A pośrodku tego wszystkiego ledwie osiemnastoletni ja, zmagający się z trudnym wyborem.

Zamieszkać z nią?

Była starsza, lecz jeśli myślicie, że to jedna z tych historii, w których sprzedaję swoje chłopięce ciało jednej z wyjących czterdziestolatek lubiących chwalić się publicznie towarzystwem partnera młodszego o połowę to jesteście w błędzie. O tym porozmawiamy następnym razem.

Była ledwie po studiach. Jak się poznaliśmy? Proza życia. Bywaliśmy w podobnych miejscach, a że był to okres, w którym wiedziałem już, że warto mówić atrakcyjnym dziewczynom wprost, że mi się podobają, to po prostu to wykorzystałem. Od pierwszego „cześć”, przez kłamstwo odnośnie mojego wieku, o którym prawdy dowiedziała się dopiero kilkanaście tygodni później, po wspólną noc, kolejną randkę oraz propozycję wspólnego zamieszkania po ledwie miesiącu znajomości. Wyjeżdżała do Krakowa, a że była to jedna z tych sytuacji nie do odkręcenia to zapytała, czy przeprowadzę się tam z nią. Może to dziwne, ale zgodziłem się bez wahania. Było nam razem dobrze i ani ja, ani ona nie chcieliśmy tego kończyć. Spakowałem swoje rzeczy i wyjechałem z ledwo znaną mi osobą do zupełnie obcego miasta, nie mając jeszcze bladego pojęcia, że tak oto zaczyna się prawdziwa przygoda mojego życia, której efektem ubocznym jest chociażby strona, na której właśnie jesteś oraz mój postępujący alkoholizm.

Od tego momentu wiele się zmieniło.

Dziewczyna, dla której się tutaj przeprowadziłem mnie nienawidzi, zresztą z pełną wzajemnością z mojej strony, ja w międzyczasie otrzymałem przyśpieszony kurs dorosłości, którego mottem okazało się stwierdzenie mówiące, że lepiej rano czuć się niezręcznie, niż samotnie spędzić noc. Było też wiele zwycięstw, mnóstwo porażek, kobiety, dla których starałem się naprawdę uwierzyć w dwie połówki jabłka i tym podobne brednie, no i decyzje, na końcu których jestem ja piszący ten tekst na stercie walizek będących wynikiem wyprowadzki od kolejnej byłej, z którą postanowiłem do niedawna dzielić wspólny kibel. Pod tym względem była moją trzecią.

Gdy patrzę na to z dystansem, którego nabywam z każdym dniem to nie żałuję żadnej z tych decyzji. Tak naprawdę to dopiero mieszkając wspólnie jesteś w stanie stwierdzić z jaką osobą się spotykasz, a pary, które nie spróbowały tego przed chociażby ślubem są w moim mniemaniu na wskroś nieodpowiedzialne. I gdybym mógł w tym momencie porozmawiać z samym sobą, w chwili, gdy mając te osiemnaście lat stwierdziłem, że olewam to co mam, krzyczę „sprawdzam” i wyjeżdżam w nieznane, to poklepałbym się po plecach i powiedział:

Dobrze robisz, ale nawet nie wiesz jak bardzo będziesz miał przejebane.
#1. Kuchenka

Problemy zaczynają się tak na dobrą sprawę jeszcze zanim ze sobą zamieszkacie. Nie wiem, czy mieliście okazję szukać lokum w mieście takim jak chociażby Kraków. Jeśli nie to uwierzcie mi na słowo, że to nic przyjemnego. Zwłaszcza jeśli nie planujesz skończyć w mieszkaniu dzielonym z siedmioma studentami, którzy weekendami piją za pieniądze rodziców. Tanio specjalnie nie jest, duża część propozycji to kamienice, w których nadal kwitnie PRL, a cała reszta jest pod panowaniem biur nieruchomości, które żądają prowizyjnych pieniędzy za nic, gdyż ich rola ogranicza się do poinformowania właściciela, że mają zmyśloną bazę zainteresowanych klientów oraz wrzucenia dokładnie tego samego ogłoszenia co on na Gumtree, licząc, że jakiś naiwniak odda im dodatkowego tysiaka za ich „profesjonalne” usługi. Tkwicie więc w miejscu i chociaż nikt nie powie tego na głos to powoli zaczynacie mieć wątpliwości czy uda się znaleźć cokolwiek co będzie sensownym rozwiązanie. To właśnie wtedy trafia się złoty strzał.

Wszystko się zgadza. Mieszkanie jest w centrum, cena mieści się w założeniach, zdjęcia są na tyle absurdalne, że masz pewność, iż właściciel nie jest specjalnie rozgarnięty, chociaż nie możesz mu odebrać tego, że w trakcie telefonicznej rozmowy wydał się całkiem miły. Jedziecie na miejsce, w łazience nie ma grzyba na pół ściany, łóżko jest odpowiednio duże, a widok z okna o dziwo całkiem znośny. Nie ma się nad czym zastanawiać. Wymieniacie uścisk dłoni na znak obopólnej zgody, facet idzie wydrukować umowę, a Ty zmierzając do bankomatu, aby wyjąć pieniądze na kaucję  słyszysz:

Nie możemy tam zamieszkać.

Dlaczego? Bo nie ma kuchenki, zamiast której jest jakaś płyta na dwa palniki. A jak nie ma kuchenki to nie ma piekarnika. A jak nie ma piekarnika to nie można piec tartaletek. A skoro nie będzie tartaletek to ona tam nie zamieszka. Logiczne.

Kilka tygodni później wyciągasz klucz. Przekręcasz go w zamku i wchodzisz do mieszkania, mając nadzieję, że to być może ten dzień. Nie lubisz tego miejsca. Nie dość, że musiałeś tłuc się przez dwadzieścia pięć minut tramwajem pełnym ludzi to w dodatku zalewa Cię krew na samo wspomnienie tego bandyty z pośrednictwa nieruchomości, który śmiejąc Ci się w twarz wręcz Cię okradł z pieniędzy, nie informując przy okazji, że za ścianą mieszka banda Ukraińców walących w każdą sobotę wódę, aż do porzygu. Dosłownie. Zmierzasz wprost do kuchni i widzisz, że tam jest. Kuchenka, a wraz z nią piekarnik. Perła w koronie tego domostwa. Szkoda tylko, że nadal nie uświadczyłeś tych pierdolonych tartaletek. No cóż. „Jutro też jest dzień” – cedzisz przez zęby.

#2. Pidżama

Może jednak piżama? Ponoć obie formy są poprawne, ale skoro „Pidżama Porno” to trzymajmy się tej pierwszej wersji. Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę, ale dziewczyny śpią w pidżamach. Dziwne, nie? Też byłem zaskoczony, bo nigdy tego wcześniej naocznie nie doświadczyłem. Gdybyście zobaczyli moją minę tuż po tym jak wyszła z łazienki pierwszej nocy w tym nowym miejscu, to z pewnością wyczytalibyście na niej zdanie:

CO TY MASZ NA SOBIE?!

Gdy wypowiedziałem je na głos to dowiedziałem się, że pidżamę, w której na co dzień sypia. W sensie w domu, gdy się nie widzimy. Później było coś o tym, że to przecież nic nadzwyczajnego, ale przestałem słuchać. Kazałem jej ją zdjąć, po czym wyrzuciłem ciuch za okna. Ze dwa dni się pod nim walał, przypominając jej o tym, że mieszkając ze mną chodzi się spać nago. To jest jak z pierwszym seksem. Jeśli od razu nie wyznaczysz granic to po pewnym czasie będzie już głupio powiedzieć, że w trakcie pieprzenia chętnie trzasnąłbyś ją w twarz, bo Cię to podnieca. W końcu nie po to zdecydowałem się wydawać kilka stów miesięcznie na mieszkanie, aby łapiąc ją w środku nocy za tyłek trafić na spodenki ozdobione bohaterami rodem z bajek Disney`a.

#3. Discovery

Jeśli już przy łapaniu za tyłek jesteśmy. Kojarzycie czasy, gdy nie uprawialiście jeszcze seksu, chociaż bardzo chcieliście? Ja pamiętam, a jeszcze lepiej kojarzę te wszystkie historie o małżeństwach, które miały rzekomo pieprzyć się raz na tydzień. Nie mogłem zrozumieć jak to w ogóle możliwe. Mnie podnieca nawet widok cycków uwalonych błotem Murzynek pojawiających się w dokumentach Discovery, a jakiś facet kładzie się wieczorem do łóżka ze swoją partnerką i nic? Niemożliwe. Czyżby?

To strasznie smutne, ale w każdej relacji po tych plus/minus dwóch latach bodźce biologiczne przestają być ekscytujące na tyle, że stając przed lustrem musisz nie tylko odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego nie jest tak jak na początku, ale też czy potrafisz odnaleźć się w tej nowej rzeczywistości wystarczająco usatysfakcjonowany, aby chcieć nadal to ciągnąć. No to teraz spróbujecie zamieszkać z dziewczyną, którą ledwo znacie i zgadnijcie, czy ten problem będzie postępował jeszcze szybciej.

Niestety będzie.

A im prędzej dojdziecie do momentu, w którym potraficie zatrzeć swoje genitalia na tyle, że dalsze współżycie będzie sprawiać ból, tym bardziej bolesne okaże się zderzenie ze ściana pod postacią nocy poświęconych jedynie na sen. Ta świadomość przeraża mnie z roku na rok coraz bardziej i sądzę, że im dalej w las tym trudniej będzie mi się z kimkolwiek związać naprawdę na poważnie. To jednak nie jest najgorsze. Najgorszy jest moment, w którym w akcie rozpaczy ona postanawia rozpalić na nowo ten płomień, który buchał w Was, gdy się poznawaliście.

#4. Szpilki

Z pozoru świetna sprawa. Szpilki i pas do pończoch wracają do łask, seks w miejscach publicznych nagle przestaje być czymś na co nie zawsze ma ochotę, a i okazjonalnie obudzisz się nad ranem miło zaskoczony faktem, że zamiast budzika wyrwała Cię ze snu dziewczyna robiąca Ci loda (jeśli nie upiłeś się w swoim życiu tak bardzo, że nawet to Cię nie obudziło to uwierz, że nie masz bladego pojęcia jak wygląda naprawdę obrażona kobieta). Z czasem jednak zauważasz, że całość zaczyna przypominać raczej odgrywanie ról w jakimś dziwnie realistycznym porno, niż autentyczną relację dwojga ludzi, na którą masz w tym momencie ochotę, lecz jeszcze się do tego przed samym sobą nie chcesz przyznać. Brniesz w to dalej, a myśl, że już nie będzie tak przyjemnie jak kiedyś przyprawia Cię o lekkie wyrzuty sumienia, więc w ramach pokuty postanawiasz przyrządzić jej własnoręcznie obiad, narażając się tym samym na oczywisty strzał, którego nie unikniesz.

#5. Kobieca sztuka kompromisu

Mieszkając z dziewczyna szybko dowiesz się jak wiele rzeczy robisz źle. Jak źle składasz ciuchy, gotujesz makaron, czy też myjesz głębokie garnki. Generalnie nie potrafisz nic i powinieneś się do tego przyzwyczajać, bo nawet jeśli jest to kompletną bzdurą to ona i tak przyjdzie, zaglądnie Ci przez ramię w momencie, w którym wykonujesz najprostszą czynności, po czym skwituje, że coś jest nie tak, a następnie z miną słodkiej idiotki wytłumaczy Ci, że przecież nie chce Cię denerwować, a jedynie stara się byś zaczął kroić paprykę we właściwy sposób. Czytaj tak jak ona tego oczekuje. Możesz w tym przypadku iść na wymianę ciosów i wygarnąć jej wszystko co uważasz za nieekonomiczne czasowo w momencie gdy to ona się za coś zabiera, ale tę wojnę z góry przegrasz. Nazywam to kobiecą sztuką kompromisu, która w skrócie sprowadza się do tego, że kobiety owszem zdają sobie sprawę, że kompromisy to najcudowniejsza rzecz na świecie, ale nie rozumieją, ze kompromis nie oznacza

I TAK RÓBMY PO MOJEMU, BO JEŚLI NIE TO SIĘ OBRAŻĘ.
#6. Syndrom Matki Polki wiecznej męczennicy

Coś co posiadają Wasze rodzicielki, a co zaczyna spędzać Ci sens z powiek w chwili, gdy dostrzegasz to i u swojej wybranki. Objawia się w tych momentach, w których ona nagle postanawia wysprzątać całą łazienkę, a Ty kilkukrotnie upewniasz się, czy nie chce, abyś jej pomógł. Najpierw słyszysz kategoryczne „nie”, następnie zapewnienia, że sama chce się tym zająć, później jest żal o to, że w niczym jej nie pomagasz, a na końcu pretensje i krzyki jak to wszystko jest na jej głowie, a Ty o nią nie dbasz. Bycie facetem w związku czasami naprawdę jest trudne i generalnie tego nie polecam.

#7. Koszty

Załóżmy, że prowadzicie ze swoją dziewczyną wspólne gospodarstwo domowe. Nic wielkiego. Pokój, sypialnia, kot, piekarnik (wiadomo), no i lodówka, którą od czasu do czasu trzeba zapełnić, ale że robiliście to niedawno to jest dobrze, chociaż akurat zabrakło Wam chleba. Wchodzicie do sklepu. Jeśli jesteś tą osobą, której udało się wyjść z niego tylko z pieczywem, gdy ona była razem z Tobą to dam Ci medal. W środku zawsze okazuje się, że w sumie to skoro jest promocja na… kurwa na wszystko, to warto to ze sobą zabrać, chociaż szafki w mieszkaniu uginają się pod stosem tysiąca herbat, których nikt nie pije, słodyczy, które zjadam w nocy i przez które na starość skończę jako grubas oraz płynów do mycia naczyń, których jak już ustaliliśmy myć i tak nie potrafisz. Chyba nic mnie tak nie irytuje. No chyba, że nagle postanawiają przyjechać jej rodzice.

#8. Rodzice

Oczywiście nic o tym nie wiesz, aż do ostatniego momentu, tak abyś przypadkiem nie mógł się nie zgodzić na to, aby spali u Was. Ewentualnie zostaniesz uraczony frazesem:

Przyjeżdżają moi rodzice i powiedziałam, że mogą spać u Nas. Nie masz nic przeciwko? Bo jeśli masz to powiem żeby jednak szli do hotelu.

Jasne. Oni już mnie nienawidzą, a Ty chcesz im jeszcze przekazać, że odmawiam im miejsca noclegowego, bo takie mam widzimisię. Świetny pomysł. Już widzę jak Twoja matka, która ma mnie za gościa, który ostatnie co Ci da to stabilizacja opowiada znajomym jak świetnie trafiłaś, a Twój ojciec, któremu umówmy się rucham córkę przybija mi piątkę i mówi, że ma nadzieję, że przynajmniej porządnie.

Czy jest dobry moment na zamieszkanie z dziewczyną?

Tym pytaniem zakończymy, bo chociaż tego typu udręki mógłbym wymieniać jeszcze bardzo długo to sądzę jednak, że ta kwestia jest duża bardziej istotna, a ja sam pisząc to wszystko poważnie się nad nią głowię. Zastanawialiście się kiedyś nad nią?

Czy będąc w związku można kierować się jakimiś wytycznymi, które powiedzą Wam, że to już odpowiedni moment? Ludzie, którzy odpowiadają Wam twierdząco, potrafiąc przy okazji rzucić dokładnymi danymi jak na przykład ROK, DWA, PO ŚLUBIE są tak samo śmieszni jak te wszystkie dziewczyny mówiące, że do łóżka można iść dopiero na trzeciej randce, bo… bo tak. Argumentowanie za, czy przeciw nie ma sensu. Gdy całujesz się z kimś po raz pierwszy to nie dlatego, że spędziłeś z nim lub nią odpowiednią ilość czasu, a coś miłego zostało wypowiedziane w Twoją stronę pięć razy. Robisz to, bo czujesz, że chcesz to zrobić i gdyby to własnie tą logiką (a raczej właśnie jej zaprzeczeniem) kierowali się otaczający Cię ludzie to świat byłby nieco szczęśliwszym miejscem.

Mój przykład jest tutaj dobrym wykładnikiem. Zamieszkałem z dziewczyną, która ledwo znałem. Zamieszkałem też z taką, z którą moje losy przecinały się bardzo długa. Była też i ta, co do której wszystko szło standardowym torem i wydawało się to sensownym rozwiązanie. Gdybyście więc zapytali mnie teraz czy któreś z tych rozwiązań uważam za najlepsze to bez wahania odpowiedziałbym:

ŻADNE. MIESZKANIE Z DZIEWCZYNĄ TO PORAŻKA, A OBIECANYCH TARTALETEK NIE DOSTANIESZ NIGDY.

Sprawdź też: Wszystko co musisz wiedzieć, zanim zwiążesz się z blogerem.

Kamil Macher

ODWIEDŹ MNIE NA:

FACEBOOK / INSTAGRAM / TWITTER /

1372927_957375854326167_322566975_n

Może Ci się również spodoba

  • Natalia Bochniarz

    Logiczne <3

  • Amelia Harat

    Jestem dziewczyna i pewnie robie chlopakowi podobne rzeczy wiec powinnam sie obrazic, ale naprawde sie usmialam 😀

  • Iga Bozek

    „Pamiętam jak knajpy śmierdziały fajkami i uryną, a więc dokładnie tym czym powinny śmierdzieć. Teraz, gdy widzę te wszystkie miejsca, w których zarówno ja, jak i całe otoczenie udajemy lepszych, niż jesteśmy w rzeczywistości, a facet siedzący przy barze wypuszcza z ust parę niczym czajnik, trzymając w nich e-papierosa, kształtem przypominającego mi za każdym razem dildo to śmiem twierdzić, iż ludzie, miejsca oraz rzeczywistość miały kiedyś więcej charakteru. Kłęby dymu, potłuczone kufle i klejąca się podłoga. To było to.” Uwielbiam cie

  • Zuzia Hyry

    Po przeczytaniu ostatniego zdania utwierdziłam się w przekonaniu, że stary Mr K. wrócił 🙂

    • Mam starą duszę. To nie ma z niczym związku, ale ktoś mi tak dzisiaj i w sumie fajne, więc się z Tobą podzielę.

  • Justyna Czaderna

    Co jak co, ale piekarnik to naprawdę ważna sprawa 😛 A te tartaletki to ci upiekę jak tak chcesz 😛

  • Marcelina Kaczmarek

    Świetne!

  • Klaudia Galla

    Zakończenie mnie rozwaliło ;D

    • Mnie też. Nie spodziewałem się go. Serio. Zwłaszcza, że zazwyczaj kończę w połowie. If you know what I mean ( ͡° ͜ʖ ͡°)

  • J.

    Kocham cie, a ty mnie?

  • Aleksandra

    Hmmmm… W tym co piszesz masz rację. Mieszkanie z dziewczyną/facetem to porażka, ale tylko wtedy kiedy trafi się na nieodpowiednią osobę. Wiem, wiem stwierdzisz, że piszę (pierdolę) głupoty, ale z własnego doświadczenia wiem – że jednak tak jest. Będąc w związku wcześniej (przyjmijmy miliony lat temu) nie chciało mi się robić szarlotek, ubierać pończoch czy spać nago. Teraz mając Te (tak go nazwijmy), nie wyobrażam sobie iść spać w grubej pidżamie, czy nie iść do łóżka chociaż raz dziennie skoro jest przy mnie. Robienie (niekoniecznie) razem szarlotki i pranie brudnych gaci też jest frajdą. Mogę robić przy nim wszystko, dosłownie. Tak samo jak i on przy mnie, i dokładnie o to chodzi! Znaleźć kogoś przy kim nic nam nie przeszkadza, ani nie krępuje. Wtedy nawet do łóżka spać, chodzi się w czarnych, koronkowych stringach 😉

  • j.

    Mam nieodparte wrażenie, że chyba nie żyliśmy w tym samym związku.

    • A ja, że masz bardzo wysokie mniemanie o sobie skoro twierdzisz, że całość jest o Tobie.

  • Patrycja Drążek

    Akurat zostawianie wsuwek to nigdy nie jest przypadek :>

    • Milena Servgetshuk

      Hehe

  • Jagoda Bargiel

    Super 😀

  • Może zamiast dziewczyn zacznij szukać kobiet?

Przeczytaj poprzedni wpis:
CO POMYŚLĘ, GDY CIĘ ZDRADZĘ?

Zamknij