ODWIEDZIŁEM NAJDROŻSZĄ PROSTYTUTKĘ W KRAKOWIE I ZORIENTOWAŁEM SIĘ JAK WIELE ŁĄCZY JĄ Z BLOGERAMI

thomas.monin

Przyznam, że czuję się nieswojo naciskając guzik w windzie, która za moment zabierze mnie na trzecie piętro tego budynku, w którym przyznam zupełnie szczerze sam chętnie bym zamieszkał. Wyjdę, odszukam drzwi opatrzone numerem 173, po czym zapukam i to spotkanie stanie się rzeczywistością. Dziwna sprawa. Nie sądziłem, że kiedykolwiek wybiorę się do prostytutki. A już na pewno nie po to, aby przeprowadzić z nią wywiad.

Moje pierwsze pytanie może Cię zaskoczy, ale zdajesz sobie sprawę jak trudno namówić prostytutkę na udzielenie wywiadu?

Po pierwsze nie jestem „prostytutką”, a dziewczyną do towarzystwa. Po drugie nie powinieneś się dziwić. Sama długo zastanawiałam się czy to nie jakiś głupi żart. Twoja propozycja nie była czymś co zdarza się na co dzień, ale skoro płacisz za mój czas to możemy rozmawiać o czym tam chcesz.

I tak płacę Ci mniej, niż powinienem, więc od razu nasuwa mi się kolejne pytanie. Kim jest standardowy facet, który jest w stanie zapłacić te siedem stów za godzinę spędzoną w Twoim towarzystwie?

Standardowy? Tacy raczej mnie nie odwiedzają. Nie stać ich. Głównie to ludzie, dla których pieniądze nie stanowią problemu i oczekują czegoś więcej, niż zwykłego pukania w przerwie pomiędzy pracą, a żoną. Oni chcą coś poczuć. Chcą prawdziwej kochanki, a nie kolejnej dziwki, która nadstawi im tyłka i nawet nie będzie udawać, że ją obchodzą. Potrzebują poczucia więzi.

A więc stąd dopisek GFE (Girlfriend Experience przyp. JA) w Twoich anonsach? I Ty im to dajesz?

Tak. I za to się płaci więcej, niż za mechaniczny seks, którego ludzie z ich statusem mogliby i pewnie mają pod dostatkiem. Tutaj chodzi o przygodę, którą staram się im zapewniać.

Przygodę? Jak w takim razie wyglądają te spotkania?

Różnie. Ze stałymi partnerami zdarzają się i wyjścia na kolacje, czy zagraniczne wyjazdy. Nie ma reguły. Moim zadaniem jest sprawić, aby czuli się ze mną dobrze i swobodnie, więc na tym się skupiam. Spójrz na moje mieszkanie. Gdybyś zdecydował się umówić na „randkę” ze mną poczęstowałabym Cię takim alkoholem jaki tylko lubisz. Mam tutaj wszystko. Usiedlibyśmy dokładnie tam, gdzie stoi ta wygodna kanapa i rozmawiali inaczej niż teraz. Te spotkania to gra i czysta zabawa. Przynajmniej dla mnie, bo jeśli to ich pierwsza wizyta to zazwyczaj są strasznie skrępowani, a jedyne co muszę zrobić to to, aby poczuli się jak u siebie. Dowiedzieć się, a czasami wyczuć czego potrzebują i oczekują ode mnie, a następnie im to dać. Seks jest często tylko dodatkiem.

Ty się nie stresujesz? Wiesz, gdyby mnie odwiedzał obcy facet, który przychodzi z zamiarem spełnienia swoich seksualnych fantazji to zastanawiałbym się czy nie okaże się jakimś świrem, który po wszystkim zrobi mi krzywdę.

Nadal nie rozumiesz. Nie jestem jak te dziwki, które dają za 150 byle komu. Studentowi, czy komuś kto ma brzuszek i mógłby być ich ojcem. Tam na pewno zdarza się patologia, której można się bać. Zarobiłam już wystarczająco dużo, aby móc odmawiać, gdy ktoś mi w 100% nie odpowiada, albo mam jakieś wątpliwości. Moi partnerzy mnie adorują i traktują jak skarb, więc raczej martwię się o to czy, któryś mi się nie oświadczy, niż o to czy wpadnie mu do głowy aby wykorzystać mnie jako worek treningowy. To zazwyczaj gentelmeni i ich lubię, a że przy okazji chcą płacić za mój czas? Mam się na to obrażać? Zresztą nawet, gdyby miało się wydarzyć coś złego to mam osoby, które pilnują, aby do tego nie doszło.

To znaczy?

Powiedzmy, że mam swoich aniołów stróżów.

Którzy jak rozumiem nie są nimi bezinteresownie.

Chyba nie wiesz o tym zbyt wiele, co? Tak działa ten biznes. Nie chcesz mieć problemów to współpracujesz i masz spokój, a przy okazji ochronę. To raczej świrów, o których wspominałeś odstrasza, a ja mogę robić swoje.

A taka „ochrona” kosztuje, tak? Ile?

Pewien procent z tego co zarabiam. Jak dla mnie niewielki.

Konkretnie ile?

Tego Ci nie powiem, bo Ty i ja moglibyśmy mieć z tego powodu problemy.

Ok. Przejdźmy, więc dalej. We wcześniejszych rozmowach telefonicznych nie wspominałem Ci dlaczego to na spotkaniu akurat z Tobą tak bardzo mi zależało. We wszystkich ogłoszeniach jakie znalazłem na krakowski rynku prostytutek, czy jak wolisz „dziewczyn do towarzystwa” Ty jako jedyna pokazujesz swoją twarz. Na zdjęciach, filmach, wszędzie. Nie przeszkadza Ci to w codziennym funkcjonowaniu? Nie ma jakiś dziwnych spojrzeń śliniących się facetów, gdy kupujesz rano w sklepie bułki?

Pewnie, że są, ale to nie dlatego, że ktoś mnie poznaje jako dziewczynę z ogłoszenia. Przynajmniej tak mi się wydaje. Wiem, że jestem atrakcyjna i staram się to eksponować, bo to moje narzędzie pracy, więc się gapią. Zresztą sam przyznaj, że mogę się podobać.

To prawda, ale nie przeszkadza Ci to, że markujesz swoją twarzą świecenie w Internecie własnym cyckiem i nie tylko?

Eh. Spójrz jeszcze raz na miejsce, w którym jesteś. Żyję lepiej, niż większość ludzi w tym mieście i kraju. Robię co chcę, z kim chcę i nie martwię się o przyszłość. Mam naprawdę dobre życie, a gdybym miała to przypłacić jakimś wyzwiskiem od osoby, która nic dla mnie nie znaczy to co z tego? Wrócę do siebie, spojrzę w lustro i zastanowię czy rzucić tego wszystkiego już dzisiaj i przejść na emeryturę, czy nadal się w to bawić skoro nie jest mi z tym źle. Nie ma się tutaj nad czym głowić.

Nawet nie wiesz jak wiele mamy w takim razie wspólnego.

Co masz na myśli?

Na co dzień jestem blogerem, więc generalnie też żyję ze sprzedawania swojej prywatności obcym ludziom za pieniądze. Taki chłopak do towarzystwa dla tych, którym nudzi się w pracy, tyle że nie chodzę z nimi jeszcze do łóżka i pewnie zarabiam mniej niż Ty. Ile wyciągasz w skali miesiąca? Tak serio.

Od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych. To zależy. Gdy ktoś zaprasza mnie na wspólny weekend, albo krótkie wakacje to zazwyczaj mogę zaliczyć miesiąc do udanych.

W sensie wyjazd sponsorowany? Znam temat. U mnie jeszcze tak dobrze nie jest, więc chyba czas przemyśleć swoje priorytety. Wejście w branżę jest trudne?

Dla osoby, która jest na to zdecydowana? Nie. Wystarczy, że masz dostęp do Internetu, kilka dobrych zdjęć i dyskretne lokum. To tak naprawdę tyle. Nie bez przyczyny to najstarszy zawód świata. Metody się zmieniły, ale to nadal nic trudnego.

W sumie to w drugą stronę działa to tak samo. Trzeba było zostać szafiarką, albo jakąś dziewczyną od fitnessu. Masz warunki, a wymagania podobne. Własna strona, jakiś fotograf, media społecznościowe i możesz zostać kolejną Sex Masterką, jeśli nadal będziesz pokazywać cycki na Snapchacie. 

Chyba raczej zostanę przy swoim (śmiech).

Ja na ten moment pewnie też. To na koniec wymieńmy się jeszcze linkami, a naprawdę uznam, że pracujemy w jednej branży. 

Jeśli o mnie chodzi to nie ma problemu, a poza tym rzeczywiście kończy Nam się czas. Dopłacasz czy idziesz do siebie?

Wyłączę dyktafon, a później się zastanowimy.

Sprawdź też: Co pomyślę, gdy cię zdradzę?

Kamil Macher

ODWIEDŹ MNIE NA:

 FACEBOOK / INSTAGRAM / TWITTER

prostytutka

Może Ci się również spodoba

  • Adam Grabski

    Właśnie z powodu konsekwencji oraz tego, że istnieje coś takiego jak etyka, pewne rzeczy trzeba nazywać po imieniu a dawanie za pieniądze to ku… najdelikatniej ujmując prostytucja. A że pani łatwiej się oklamywac nazywając to inaczej, to zupełnie inna sprawa…

    • Iiii bingo! Twój komentarz jest pierwszym na liście „co każdy kurwofob napisze pod wywiadem z pracownicą seksualną”. Gratuluję kreatywności montażysty przy taśmie produkcyjnej! Daleko zajdziesz!

      Wywiad bardzo ciekawy, podlinkowałam u siebie. Ale wolałabym, żeby negocjacje co do finału spotkania odbywały się przy włączonym dyktafonie.

      • Qurin

        nie krytykuje tej laski za to co robi – jej życie, jak jest szczęśliwa to niech to robi, może faktycznie nie jest zwykłą dziwką tylko tzw „luksusową” ale dziwką! Lubie ten blog bo nie ma tu zakłamania i ignorancji, utrzymajmy ten stan – nazywajmy rzeczy po imieniu
        a wywiad faktycznie dobry 😉

        • No ale dziwka to wulgaryzm. Nie masz prawa tak nikogo nazywać. To tak, jakby mówić „żaden gej tylko pedał, nazywajmy rzeczy po imieniu”. Szacunek do człowieka przede wszystkim!

          • Mlz

            @swietaladacznica:disqus Z jednej strony masz rację, tzn by nie ograniczać swój paradygmat do strefy komfortu swojej X letniej kanapy od mamy, z drugiej nie możesz zabronić ,,niedypomatycznych” określeń. Słowo dziwka w tym wypadku bardziej obrazuje emocjonalny stosunek do tej kobiety i nie możesz mu zabronić. Własne zdanie to w dobie UE cenna wartość.

  • Nieźle, przyznaję, że pierwszy raz od dawna czytam jakiś wpis od początku do końca. Jestem teraz ciekawa, ile dziewczyn czytając o zarobkach porzuciła ambicje związane z dotychczasowym wymarzonym zawodem 😉

  • Zapytałeś co robi z pieniędzmi? Czy inwestuje, przepija etc.? Czy ma plan na przyszłość kiedy zastąpią ją młodsze i będzie miała problem znaleźć kogoś choćby za 100 zł?

Przeczytaj poprzedni wpis:
JAK PODRYWAJĄ NA BDSM.PL I DLACZEGO TO NAJLEPSZY QUASI-RANDKOWY PORTAL EVER?

Zamknij