JAK WMÓWIĆ LUDZIOM, ŻE „LA LA LAND” NIE JEST DOBRYM FILMEM, CHOĆ TAK NAPRAWDĘ JEST ZAJEBISTY

la la land

Kojarzycie sytuację, gdy mieliście dziesięć lat i wchodząc do klasy z otwartą paczką chipsów rzucali się na nią wszyscy w zasięgu wzroku, psując Wam tym samym sesję zżerania śmieciowego jedzenia, które miało smakować jak wizyta w prywatnym niebie? Dokładnie tak samo jest z „La La Land”.

Myślę, że jest to główny powód, dla którego nie miałbym jakichkolwiek moralnych oporów, aby zniszczyć wszelkie nośniki zawierające kopie tego filmu, poza tym jednym, jedynym, który przetrzymywałbym w pokoju ukrytym w szafie i to właśnie tam go odtwarzał, po czym masturbował się do stepującego Ryana Goslinga. Dopóki nie stanie się to jednak rzeczywistością nie pozostaje mi nic innego jak do maksimum obrzydzić tę produkcję wszystkim, o co generalnie nie powinno być trudno.

W końcu to musical

A musicali nie lubi nikt. Są słodkie, dziwne, kolorowe, no a w dodatku praktycznie non-stop ktoś śpiewa przaśne piosenki pojawiające się w najmniej spodziewanym momencie. I chociaż akurat w „La La Land” jest ich tak na dobrą sprawę niewiele, a „City of stars” będzie dla następnych pokoleń tym samym co „Deszczowa piosenka” to jednak wciąż jest to musical, więc generalnie lepiej iść na „Split”.

Świat przedstawiony jest niespójny

Tak samo jak w polskich „Ślubach panieńskich”, po których pół kraju obraziło się na fakt, że bohaterowie komunikujący się wierszem, komunikowali się też między sobą telefonami komórkowymi, co było nijak niezwiązane z epoką, więc oczywiście należało ten zabieg zrównać z ziemią i zakopać. „La La Land” ma ten sam problem. Ludzie i miejsca są stylizowane na lata 60`, a zespół Johna Legenda ma kanał na Youtube? Kogoś tutaj ewidentnie pojebało.

Nie ma cycków Emmy Stone

W ogóle na ekranie nie ma żadnych cycków. Muszę dodawać coś jeszcze?

Gosling nie potrafi śpiewać

A w końcu nie od dzisiaj wiadomo, że śpiewać powinni tylko Ci, którzy robią to bezbłędnie oraz nieskazitelnie, czego żywym dowodem są przecież wszyscy zwycięzcy talent show posiadający charyzmę nogi od krzesła i pomysł na swój wizerunek kończącym się na tym, że będą ładnie śpiewać covery. To właśnie dlatego „Netflix” przy swojej najdroższej produkcji „The Get Down” zachował się perfekcyjnie obsadzając w jednej z głównych ról dziewczynę brzmiąca jak anioł, a grającą niczym nieociosany kawał drewna. Poza tym „Dead Man`s Bones” to gówno, a Ryana cierpi na jeszcze jedna przypadłość.

Gra na dwóch minach

Tych samych, za które przecież cały świat znienawidził go po „Drive”. W „Fanatyku” udało mu się prześlizgnąć, bo nikt tego nie oglądał.  No, ale czy należy wymagać więcej?

„La la land” to w końcu taka prosta historia

A w trudnych czasach ostatnie czego nam potrzeba to genialnie zrealizowane, proste historie o miłości, marzeniach oraz tym co trzeba poświęcić, aby je osiągnąć, przy okazji nieustannie ścierając się z rzeczywistością, która ma na nie wywalone. Krótko? Nie idźcie do kina. Beznadziejny film. 10/10.

Kamil Macher

Sprawdź też: Czy gdyby Twoje życie było filmem to chciałbyś go obejrzeć?

ODWIEDŹ MNIE NA:

FACEBOOK / INSTAGRAM / TWITTER /

la la land

Może Ci się również spodoba

  • Arleta O.

    Przekonałeś mnie. Nie idę.

    • Ja się najprawdopodobniej wybiorę drugi raz.

  • Katarzyna Lech

    Dla mnie też 10/10! Zakochałam się w tym filmie od pierwszej sceny na autostradzie 🙂

  • viola viola

    Jest Ryan jest impreza 😀 Tak naprawde to poszlam dla niego, a tu sie okazalo, ze super film 😉

  • Karolina Walasek

    Cudna, prosta historyjka i chyba za to kocham ją najbardziej <3

  • Pola

    Scena z tańcem najlepsza ;))

  • Klaudia Galla

    To chyba jeden z tych filmów do których na pewno jeszcze wrócę :>

  • Sylwia Klimek

    Ostatnio byłam na nim w kinie i mnie zachwycił, nie wyobrażam sobie go obejrzeć w zakątku domowym przy laptopie, nastrój jaki stworzył ten film przy tak dużym ekranie był niesamowity. Szczególnie muzyka dużą rolę tu odgrywała, zakochałam się w każdej piosence.

  • Ana

    Ej, ja lubię musicale! „La La Land” jednak mnie zawiódł – nie do końca, ale liczyłam na więcej. Chyba przez te nominacje. Bo to nie jest zły film. Tylko brakuje mu jakiegoś błysku. Albo się nie znam – w końcu z jakiegoś powodu nuciłam te „City of stars” dopóki nie poszłam na Greya.

  • dla mnie ten film jest akurat słaby. do ‚deszczowej piosenki’ mu niezwykle daleko, a – sądząc po cytatach – miał chyba taką ambicję. fatalnie zagrany. ale ładny wizualnie. ps ‚drive’ to mój ulubiony film. ps2 oglądałam ‚fanatyka’.

    • PS. Oglądałem wszystko w czym grał Gosling, ale ja jestem dziwny.

      • O kurcze. Oglądałeś „Pamiętnik”;) Sama obejrzałam go na skutek recenzji pewnego pana.

        • Jeśli chodzi o „Pamiętnik” to płakały na nim wszystkie kobiety świata. I ja.

          • To jeden z tych filmów obok „Brokeback Mountain”, na których mężczyźni płaczą. Jesteś rozgrzeszony. BM akurat jeszcze nie oglądałam. Czas nadrobić.

Przeczytaj poprzedni wpis:
CZY MIŁOŚĆ MA CECHY OSOBY UPOŚLEDZONEJ?

Zamknij