MIEĆ CIASTKO I ZJEŚĆ CIASTKO, CZYLI JAK POSIADAĆ STATUS „W ZWIĄZKU” NA FACEBOOKU I NADAL WIEŚĆ ŻYCIE PLAYBOYA

status związku

Jeff Anderson

– Gdybyście mieli być uczuciem to bylibyście…? – rzuca w stronę nas wszystkich, a ja nie mogę wyjść z podziwu, że o trzeciej nad ranem ktoś wpadł na tak genialne pytanie. Butelki smakowej wódki, kilka puszek po piwie, źrenice rozszerzone do granic możliwości i następujące po sobie odpowiedzi, które niespecjalnie mnie zaskakują. W końcu wszyscy wyrośliśmy w cywilizacji, która wmawiała nam, że miłość zwycięży wszystko, więc i ona musiała być pierwszym skojarzeniem, na które wpadli. Czy słusznie? Nie wiem. Patrząc na to jak szybko zmienia się w zwykłe przyzwyczajenie, przeplatane niekończącymi się fragmentami nudy stwierdzam, że osobiście wolałbym być tym momentem zakochania się w drugiej osobie, gdyż trwa on na tyle krótko, że po prostu nie można go zepsuć. Reszta to już tylko zgniłe kompromisy, rosnące brzuchy i wspólny status związku na Facebooku, który (jeśli posiadasz wątpliwej jakości moralność) w żadnym stopniu nie przeszkadza w poznawaniu innych, ładnych dziewczyn, które nigdy go nawet nie zobaczą. I dzisiaj porozmawiamy sobie o tym jak się to robi.

Gdy miałem szesnaście lat to dziewczę, z którym się wtedy zadawałem stwierdziło, że jeśli traktuję ją poważnie to powinienem założyć sobie konto na pewnym portalu społecznościowym i przekazać światu informację o tym, że jesteśmy parą. Portalem tym był „Facebook”, a ja nie mając jeszcze bladego pojęcia o „Śledziku”, który już za moment miał doszczętnie spierdolić „Naszą Klasę” odpowiedziałem, że nie mam zamiaru rejestrować się w miejscu, które i tak nikogo nie obchodzi.

Ona zagroziła brakiem seksu, ja byłem straszną pizdą, która nie wiedziała jak się w tej sytuacji zachować, więc koniec końców następnego dnia mogła pochwalić się w Internecie, że Kamil Macher to jej chłopak, co wtedy znaczyło znacznie mniej niż znaczyłoby teraz.

Niedługo później się rozstaliśmy, ja zostałem z tym nieznośnym pytaniem o to co teraz będzie, gdyż właściwie to nawet nie wiem, gdzie i jak miałbym poznać jakąś dziewczynę. Na dodatek jedyne racjonalne odpowiedzi, które wtedy otrzymałem sprowadzały się do zmiany postrzegania tego jak działa świat relacji damsko-męskich i podjęcia próby rozmawiania z zupełnie obcymi kobietami, w kompletnie przypadkowych miejscach, co przerażało mnie wtedy bardziej niż cokolwiek innego. Literalnie łatwiej było mi wyobrazić sobie siebie stąpającego po Marsie, niż wypowiadającego słowo „cześć” w kierunku kogoś, kogo wiedzę pierwszy raz w życiu.

Kilka lat później budowałem już haremy.

Wikłałem się we wszelkiego rodzaju relacje, żyjąc w jakieś odrealnionej rzeczywistości, w której seks wygląda jak zamawianie pizzy na telefon, a każda kolejna dziewczyna przestaje mieć dla ciebie jakiekolwiek znaczenie przez co czujesz się coraz bardziej wyjałowiony i wyprany z emocji, ale jednak nie nudzisz się wieczorami, więc generalnie jest fajnie. Byłem szczęśliwy, czułem dumę i po raz pierwszy mogłem z czystym sumieniem powiedzieć, że naprawdę lubię swoje życie, które może nie jest idealne, ale wystarczająco dziwne, aby mieć pewność, że będę miał o czym opowiadać jak już przestanie mi stawać. Wtedy wydarzyło się nieszczęście.

Zakochałem się.

A co gorsza zależało mi na niej. Gdy do tego dochodzi to jest to jasny sygnał, iż za moment coś się popsuje, a ja w poczuciu winy oraz przeświadczeniu, że generalnie to wolałbym jej nie stracić po raz kolejny (niejako w ramach rekompensaty) zgodzę się ustawić ten zasrany status „w związku”, co tylko utwierdzi mnie w przekonaniu, że ludzie robią to ze słabości, a nie z siły.

Nie zrozumcie mnie źle. Kochałem ją. Ale przyzwyczajenia pozostały i nie sądzę, aby miały kiedykolwiek zniknąć, zwłaszcza, że prawdę mówiąc nie chcę się ich pozbywać. Przynajmniej jeszcze nie chcę. To właśnie wtedy dowiedziałem się co poczuję, gdy zdradzę kogoś kto jest dla mnie ważny. Zanim jednak do tego doszło musiałem szybko nauczyć się żyć w nowych realiach. W realiach, w których po wejściu na mój facebookowy profil widnieje informacja, że najwyraźniej już do kogoś należę, a w czasach gdy większość logistycznych kwestii związanych z umawianiem terminów spotkań z ładnymi dziewczynami odbywa się przy pomocy mediów społecznościowych to był to spory problem.

„Wtedy powstała zakładka dalsi znajomi. I było to dobre”.

status związku

Bo było rozwiązaniem wszelkich moich problemów (poważnie był to wtedy jedyny, realny problem jaki posiadałem). A wiecie co się stanie, gdy przy statusie zmodyfikowanym tak jak powyżej wrzucisz do zakładki „dalsi znajomi” wszystkich poza partnerką oraz bandą wspólnych znajomków, którzy nijak cię nie interesują? Stanie się magia. A wygląda ona tak.

status związku

Spójna lista dziewczyn, które cię interesują, mogą w przyszłości zainteresować lub wiesz, że nie odmówią, gdy podczas smutnego wieczoru spędzanego w samotności uznasz, że w sumie to chciałbyś się z kimś upić i oglądać stare filmy, co jest oczywiście jedynie pretekstem do tego, aby pójść się pieprzyć. Lista zawierająca news feed generowany tylko przez osoby się w niej znajdujące, więc zawsze jesteś na bieżąco. Lista, która ukryje twój status związku przed osobami, które nie chcesz, aby go wiedziały. Lista, która zapewnia ci swobodę w działaniu, jeśli jesteś po części podobny do mnie. Szczerze?

Wolałbym, abyś nie był.

Ale jeśli tak jest to nie odbieraj tego tekstu jako zachętę do zdrady, gdyż nie uważam, że jest to coś co można rozpatrywać w kategorii słowa „dobre”. Ignorancją byłoby jednak twierdzić, że to się nie dzieje. A ja nie lubię być ignorantem. Zamiast tego lubię być przygotowany. Ty też powinieneś.

Sprawdź też: Najprawdopodobniej porucham, ale jestem prawiczkiem – powiedzieć jej?

Kamil Macher

ODWIEDŹ MNIE NA:

FACEBOOK / INSTAGRAM / TWITTER  /

status związku

Może Ci się również spodoba

  • Kacper Stokłosa

    Dobre przy MLTR!

  • Bartosz Ponietka

    Szanuję

    • Ja siebie nie.

      • Córka Kosmetyczki Bloggerka

        a szkoda.

      • Córka Kosmetyczki Bloggerka

        a tak z innej beczki, zamiast swojego zdjęcia widzę jakiegoś grubasa ~~ przeraziłam się

  • Natalia Brożek

    „Wtedy wydarzyło się nieszczęście. Zakochałem się.”

    😉

  • Sylwia Laszczak

    Przeczytalam i zrobilo mi sie po prostu smutno. Mysle ze ktos kiedys bardzo cie zranil i dlatego masz do tematu jakim jest zdrada takie „luzne” podejscie. A to niedobrze bo gdzies tam jest ktos dla ciebie przeznaczony, a takimi przekonaniami mozesz go odepchnac od siebie na tyle ze nigdy sie o tym nie przekonasz…

    • Abstrahując od wyssanej z palca psychoanalizy, ale przeznaczenie? Serio? Na świecie są miliardy ludzi, a ja mam WIERZYĆ, że gdzieś tam jest ktoś specjalnie i tylko dla mnie zaprojektowany, ale jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności znajdę tę osobę w promieniu dwudziestu kilometrów od miejsca mojego zamieszkania, bo dalej nie będzie mi się chciało ruszać? Naprawdę? Tym to dopiero można sobie zrobić krzywdę.

  • Ja w sumie mam trochę inną wizję, Bo jak mi na kimś zależy to zależy. A media społecznościowe traktuję tylko jako kontakt z ludźmi, którzy są daleko ode mnie (inne miasto). Jeżeli wymagały od ciebie zmiany statusu na fejsie, to były niedojrzałe. Ty po prostu jeszcze nie spotkałeś tej, w której się naprawdę zakochałeś.

Przeczytaj poprzedni wpis:
NAJPRAWDOPODOBNIEJ PORUCHAM, ALE JESTEM PRAWICZKIEM – POWIEDZIEĆ JEJ O TYM?

Zamknij